Nullum crimen sine periculo sociali?

Rok pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem na okres 2 lat próby oraz grzywna 5.000 zł, tak brzmi prawomocny wyrok SA w Lublinie w sprawie Pana Andrzeja.

Drobna satysfakcja, że sąd zmienił orzeczenie w zakresie nawiązki na rzecz zapobiegania i zwalczania narkomanii – przychylając się do argumentacji opartej na wykładni celowościowej art. 70 ust. 4 u.p.n., zgodnie z którą nawiązka ma służyć zadośćuczynieniu dobru chronionemu prawem jakim jest zdrowie publiczne, zdrowie indywidualne oraz monopol państwa na substancje psychoaktywne. Skoro preparaty z konopi były wykorzystywane wyłącznie w celu leczniczym i nie były dostępne w inny legalny sposób, to nie doszło do naruszenia żadnego z tych dóbr, a w konsekwencji brak jest podstaw do orzeczenia nawiązki. SA skrócił także okres próby z 4 lat do 2, co było (częściowo) do przewidzenia, albowiem orzeczenie SO zostało wydane z oczywistą obrazą art. 70 § 1 k.k., który przewiduje maksymalnie trzyletni okres próby.

Nie sposób jest się jednak zgodzić z SA w Lublinie, jakoby czyn Pana Andrzeja był karygodny społecznie i wymagał prawnokarnej reakcji państwa. Skazanie oznacza, że państwo polskie uznaje ratowanie zdrowia bliskiej osoby za działanie wymagające procesu resocjalizacji, który będzie odbywał pod nadzorem kuratora przez najbliższe dwa lata. Skoro jest kara, to są i cele kary: zapobieżenie powrotowi do przestępstwa – sąd, w imieniu państwa polskiego, zapobiega w ten sposób ratowaniu zdrowia osób pilnie potrzebujących kannabinoidów w formie oleju (w aptekach mamy nadal tylko ziele), np. w celu wsparcia terapii morfinowej przy leczeniu bólu nowotworowego.

Wnosząc o umorzenie nie oczekiwałem od sądu “stanowienia prawa“, ale jego prawidłowego stosowania, poprzez uwzględnienie wszystkich przesłanek szkodliwości społecznej wynikających z art. 115 § 2 k.k. SA w Lublinie uznał jednak, że “zbrodnia” wytworzenia oleju z konopi dla chorej osoby jest szkodliwa w społecznie w stopniu zasługującym na karę pozbawienia wolności, omijając fundamentalny element definicji przestępstwa, opisany w art. 1 § 2 k.k. Warto zwrócić uwagę na komentarz prof. A. Zolla do art. 115 § 2 k.k.:

“Przykładowo, to, że bardzo surowe sankcje właściwe dla zbrodni ustawodawca wiąże z takimi rodzajami zachowań się, które wedle jego oceny są wysoce społecznie szkodliwe, nie oznacza, że wyjątkowo nie może zdarzyć się tak, iż ładunek społecznej szkodliwości konkretnego zachowania się wypełniającego znamiona zbrodni nie przekroczy progu znikomości”.

Taki wyjątek miał właśnie miejsce w sprawie Pana Andrzeja.

Nie sposób zgodzić się także z argumentacją SA w Lublinie, że umorzenie postępowania “stworzyłoby niebezpieczny precedens” – rolą sądu było ustalenie czy przy tych konkretnych czynach, popełnionych przez Pana Andrzeja, znajduje się szkodliwość społeczna. Okoliczność, że w innej sprawie karnej, inny obrońca powoła się na orzeczenie SA w Lublinie, nijak się ma do faktu czy Pan Andrzej przestępstwo popełnił. Oczywistym jest także, że jeżeli w jakiejkolwiek innej sprawie karnej obrona będzie powoływać się na brak szkodliwości społecznej zarzuconego czynu, to niezależnie od tego jak orzekłby SA w Lublinie, tamten sąd będzie zobligowany do indywidualnego zbadania “swojej” sprawy.

Powołana w sprawie biegła ad hoc (brak jest specjalistów od leczenia marihuaną na listach sądów okręgowych w Polsce), dr Rogowska-Szadkowska wskazała, że (i) sposób podawania nalewki i oleju oraz jego dawkowanie był prawidłowe w świetle aktualnej wiedzy medycznej (ii) skutek leczniczy został osiągnięty (iii) dostęp do preparatów z konopi w okresie objętym zarzutem był niemożliwy (iv) procedura importu docelowego była na tyle utrudniona, że w kontekście pilnej potrzeby, nie funkcjonowała (trwała około 1 roku, matka pana Piotra zmarła po 9 miesiącach od wykrycia choroby, mogłaby więc nie doczekać się dostarczenia leku).

Skoro zalecenia Pana Andrzeja były zgodne z tym co w identycznych okolicznościach zaleciłby wyspecjalizowany w leczeniu marihuaną lekarz, a lekarze w inkryminowanym okresie nie przepisywali preparatów (gdyż nie było ich w aptekach), to argumentacja sądu, że “stosowanie medycznej marihuany może odbywać się tylko pod nadzorem lekarzy specjalistów” jest oderwaną od realiów życzeniową próbą usprawiedliwienia niesłusznego wyroku.

Sąd w ustnych motywach nie ustosunkował się do drugiego zarzutu obrony, tj. wystąpienia stanu wyższej konieczności, czyli działania w celu uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa grożącego jakiemukolwiek dobru chronionemu prawem, jeżeli niebezpieczeństwa nie można inaczej uniknąć, a dobro poświęcone przedstawia wartość niższą od dobra ratowanego.

Niewątpliwie zdrowie i życie człowieka przedstawia wyższą wartość od abstrakcyjnego pojęcia (dobra) ochrony społeczeństwa przed uzależnieniem czy monopolu państwowego na dostarczanie substancji psychoaktywnych (lekarstw). Co istotne, jak wskazała biegła, legalny dostęp do tych środków był w zasadzie niemożliwy, co prowadzi do ziszczenia się przesłanki niemożności uniknięcia niebezpieczeństwa w inny sposób (chyba że poprzez inny czyn zabroniony – np. przywóz oleju z Holandii, ale wówczas znowu mamy zbrodnię).

W kontekście niniejszej sprawy warto przytoczyć słowa ś.p. prof. Jerzego Vetulaniego, wybitnego polskiego psychofarmakologa, neurobiologa i biochemika, jednego z najczęściej cytowanych polskich naukowców w dziedzinie biomedycyny, w rozmowie z Marią Mazurek (“A w konopiach strach” Wydawnictwo Naukowe PWN SA, 2016, s. 166):

“Kaczyński kiedyś nawet dopytywał: “Czy marihuana jest z konopi?”. Tacy właśnie są są nasi ustawodawcy. Po co się kształcić? Na koniec chciałbym podkreślić, że robienie z ludzi, którzy zażywają marihuanę w celach medycznych, kryminalistów i odmawianie jej osobom cierpiącym to po prostu podłość, okrucieństwo.”

Czy odmawianie leczenia preparatami z konopi i wymierzenie kary pozbawienia wolności (z warunkowym zawieszeniem jej wykonania), grzywny, nadzoru kuratora, po blisko 7 miesiącach stosowania aresztu, można nazwać “wymiarem sprawiedliwości”, czy też lepiej tę sytuację opisują słowa prof. Vetulaniego?

Jest szansa, że w tym roku zapadną rozstrzygnięcia w innych sprawach dotyczących leczenia się marihuaną. Pozostaje wierzyć, że znajdą się w Polsce sędziowie mający odwagę dokładnie ocenić, czy uprawa/posiadanie/wytwarzanie preparatów z konopi na cele lecznicze może być szkodliwe społecznie w stopniu zasługującym na reakcję prawnokarną.

Poniżej kilka z licznych relacji medialnych dotyczących sprawy pana Andrzeja.

Dziennik Wschodni 

Gazeta Wyborcza 

TVN24

Polsat News

Radio Zet 

TOKFM 

ONET

Ogłoszenie wyroku I instancji Radio Lublin

3 thoughts on “Nullum crimen sine periculo sociali?

Leave a comment